» Blog » Wlazłam dziś na bloga...
09-04-2007 12:22

Wlazłam dziś na bloga...

W działach: marudzenie, święta | Odsłony: 1

Wlazłam dziś na bloga...

I co widzę? Ano mogę sobie edytować tekst jak w przeklętym W jak Word! :) Cokolwiek by o nim nie mówić, prościej już nie można. Dzięki! :D

 

A wlazłam, żeby pomarudzić na temat świąt. Że takie krótkie, że w Warszawie takie nudne... Teraz wcale się nie dziwię, że większość osób woli Boże Narodzenie. Jedyne, co w tej Największej_Wsi_W_Tym_Kraju* jst dobre, to brak korków; z Sadyby na Nowolipki można dojechać w 25 minut. Tak powinno być zawsze! :D

 

Ale to mi wcale nie rekompensuje braku barwnego folkloru wielkanocnego. Tutaj nie mam ani atmosfery oczekiwania na święcenie w kościele w Wielką Sobotę, bo jest tu tak dużo ludzi, że kiedy nie przyjdziesz zawsze trafisz na nową turę. Nie mogę tu spotkać znajomych widzianych jedynie raz do roku w przelocie, właśnie z okazji Wielkanocy i mam wrażenie, że ludzie przychodzą do danego kościoła tylko z przypadku, bo im bliżej było ze spaceru.

 

Wszyscy nadal mówią sobie "dzień dobry" zamiast "Chrystus zmartwychwstał" i chyba nikt już nie pamięta, że robienie kraszanek może być świetną zabawą rodzinną w Wielki Piątek. Kobiety często wykorzystują krótszy dzień pracy na pójście do fryzjera albo kosmetyczki, czy na sprzątanie a nie na pieczenie i gotowanie. Bo przecież baby wielkanocne i mazurki można tu kupić w każdej piekarni. Ale co to za święta, które nie pachną przypalonym piekarnikiem...? :(

 

Jedyną tradycją, jaka została, i to w mocno przesadzonej formie, jest Śmingus Dyngus. Oczywiście, wszyscy unikają zmoczenia a niepotrzebnie - bo to przecież ma zgodnie z tradycją zapewnić zdrowie aż do następnej Wielkanocy. Poza tym, dobrze dawkowana ilość wody (zwykle około 1/2 wiadra na osobę) ma zbawienny wpływ na skutki przejedzenia świątecznego - trzeba uciekać i gonić, utrzymać stałą temperaturę ciała w mokrym ubraniu i zazwyczaj człowiek śmieje się pełną gębą, co też pozwala spalić znaczną część pochłoniętych kalorii. To również zakłada, że bawią się w to ci, którzy potrafią już dobrze biegać i potrafią jeszcze dobrze biegać, co wyłącza z tego grona niemowlaki i osoby starsze. I słusznie. :D

 

I na koniec o czymś, o czym pewnie niewiele osób z tej zatęchłej stolycy słyszało - o Turkach. Jest to w sumie tradycja znana w całej Polsce, ale zachowała się tylko w niektórych regionach. Turki to młodzi chłopcy poprzebierani w kolorowe mundury i maszerujący przez wioskę. Zatrzymują się przy każdym gospodarstwie i defilują po podwórzu, po czym prowadzący ich składa życzenia Wielkanocne dla domowników, zwracając się zazwyczaj do najstarszego członka rodziny. Oczywiście, są za to wynagradzani. :) Przypomina to trochę kolędników, a zwyczaj pochodzi podobno od powrotu wojsk Sobieskiego spod Wiednia (stąd nazwa i kolorowe mundury). To bardzo miły zwyczaj, szczególnie, że mundury są szyte i strojone ręcznie w rodzinie Turka i nie ma dwóch identycznych, a poza tym spotykają się oni przez kilka tygodni czy miesięcy żeby przećwiczyć defiladę i tworzą zawyczaj całkiem zganą bandę roześmianych młodzików, szczerzących zęby do każdej spotkanej po drodze dziewoi. Uroczy widok. :) Zazwyczaj przypominają trochę  bandę zbirów, którzy nie potrafią prosto bagnetu utrzymać, ale co tradycja to tradycja. ;)

 

I to by było na tyle marudzenia światecznego teaver, która się za katoliczkę wcale nie uważa...

 

 

*cytat z rodowitego Warszawiaka z dziada (możliwe że i pradziada)

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Iman
   
Ocena:
0
Pomimo, że nie znam aż tak wielu fajnych tradycji, co Ty, ale jakoś też mi brakuje świątecznej atmosfery. Wszystko się teraz robi tylko po to, żeby siąść i pożreć, zero klimatu. Ale taki już chyba urok współczesności.
09-04-2007 13:50
996

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Warszawiaka z dziada (możliwe że i pradziada)

Ojej, już 3 lata w Wawie mieszka? :P
09-04-2007 19:36
Qball
   
Ocena:
0
Smingus dyngus? Aha, to teraz już wiem jak się to pisze :P
10-04-2007 15:47
teaver
   
Ocena:
0
Craven, nie bądź taki sarkastyczny. Mój mąż urodził się w Warszawie, tak samo jak jego ojciec, którego matka też przyszła na świat w tym ponurym mieście. O praprzodkach współmałżonka mego nic mi nic wiadomo, oprócz tego, że niewątpliwie byli. Ale co to jest 3 pokolenia... Moja rodzina rodzi się i umiera w jednym i tym samym miejscu od XVI w. ;)
11-04-2007 21:05
996

Użytkownik niezarejestrowany
    :D
Ocena:
0
Gill: Look at that. Would you look at that? Filthy. Absolutely filthy. And it's all thanks to you, kid. You made it possible. Jacques! No cleaning!
Jacques: I am ashamed.

- Finding Nemo.
11-04-2007 21:13
teaver
    :D
Ocena:
0
And so you should be, lad! ;)

as l. says:
I'm hating you till the end of the world for the next 15 minutes!
11-04-2007 22:09

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.