» Blog » Diabeł Tkwi w numerach.
28-08-2006 10:18

Diabeł Tkwi w numerach.

W działach: film | Odsłony: 1

Czasami człowiek ma ochotę wybrać się na film, żeby zobaczyć coś innego niż zwykłe letnie kino, żeby trochę nakarmić mózg. Kiedy przejrzałam repertuar i poczytałam recenzje, stanęło ostatecznie na Zabójczym numerze. Po opisach liczyłam na typowy gangsterski film w stylu Oceans Eleven. Ale wyszło trochę inaczej. Ogólnie film miał być o perypetiach pewnego młodzika, który po kilku przejściach wprowadza się do znajomego i w ten sposób wdeptuje w inne, o wiele bardziej skomplikowane kłopoty. Niby zwykła historia o pechowcu, ale nic bardziej mylnego. Przyjrzyjmy się, zatem bliżej.

Jeżeli chodzi o kino, jestem estetką. Lubię ładne filmy, nawet, jeżeli niczym innym nie zachwycają. Potrafię obejrzeć film ze względu na piękne kostiumy, ładnych aktorów czy ciekawe zdjęcia. Oczywiście pod warunkiem, że idę na nie z odpowiednim nastawieniem. W jednej z recenzji internetowych przeczytałam, że pełno w Zabójczym numerze ładnych tapet, których głównym zadaniem jest odwrócenie uwagi widza od akcji (mniej więcej takiego sformułowania użył autor recenzji). No cóż, temu panu najwyraźniej nie jest obce poczucie estetyki, ale już sformułowanie "scenografia" tak. Trudno jednak, żeby nie zauważył przepięknych aranżacji pomieszczeń i strojów (w wykonaniu François Séguin), wyraźnie zainspirowanych latami '60 i '70tymi. Stara przyjaźń i stare wzory (styl Wróżki, samochody, przydługaśne włosy młodego chłopca czy nawet ciemne okulary Goodcata) zderzały się z młodymi twarzami i prawie szkolnym, trochę sztubackim, ale bardzo klasycznym stylem. Dlatego na tle prześlicznych tapet z lat '60 widzimy ubraną w krótką spódniczkę, klasyczną bluzkę i kamizelkę Lucy Liu, a Josh Harnett nosi identyczne ubranie w wydaniu męskim. Jedyne, co można by zarzucić scenografom to przydługi ręcznik Harnetta, ale to taki drobny szczegół.

Muzyka nie zwracała w tym filmie na siebie uwagi, jakoś mi umknęła. Nie będę się, więc o niej wcale rozpisywać. Jednak to, na co zdecydowanie warto zwrócić uwagę, to oczywiście zdjęcia. Dynamiczne, wyraziste, zmuszające widza do patrzenia w ściśle określonym kierunku. W tym filmie żadna scena nie jest przypadkowa. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że żaden ruch w obrębie kamery nie jest dziełem przypadku. Tutaj nie pozostawiono miejsca na improwizację. Widz będzie z zachwytem oglądał kolejne sceny przemykające na ekranie, nie zdając sobie początkowo sprawy z tego, że reżyser nałożył mu klapki na oczy po mistrzowsku manipulując kamerą. Do tego obraz tworzy wspaniały melanż z kwestiami aktorów. Po części jest to zasługa dobrej gry aktorskiej, ale wszyscy kinomani zdają sobie przecież sprawę z tego ile dla filmu jest w stanie zrobić dobry reżyser.

Jednak ten film to nie tylko świetna scenografia, wspaniałe zdjęcia i mistrzowsko zagrane postaci, bo nie widziałam jeszcze obrazu, który zająłby mnie aż tak przez 109 minut. Budowa filmu jest teoretycznie podobna do twisterów, ale o wiele bardziej intrygująca. Tutaj ostatnie kawałki puzzli dostajemy do ręki dopiero w ostatnich 10 minutach filmu i to powoli, jeden po drugim. W precyzyjnie wyznaczonym czasie zdobywamy kolejne informacje tak ważne, żeby dopełnić całości. W ten sposób, w końcowych scenach, kiedy bohater dopina swego celu odczuwamy wraz z nim rozkoszną słodycz zemsty. Nie przesadzając, poczułam się jak nakarmiony do syta i wygłaskany kot – zadowolona i rozluźniona. Byłam bardzo szczęśliwa, że film jest pełną, dokończoną i bardzo dobrze zbudowaną historią, którą przyjemnie się ogląda. W ostatnich latach to raczej rzadkość.

Dlatego też, mimo dość specyficznego klimatu, w który ciężko jest trochę Europejczykowi wejść, film ma swój nieodparty urok. Zatęchła atmosfera wielkiej metropolii jest prawie namacalna. Dla osób, które potrafią uważnie oglądać filmy i zwracają baczną uwagę na szczegóły, Zabójczy numer na pewno przypadnie do gustu. Jest to film, który z chęcią ogląda się nie raz i nie dwa właśnie ze względu na diabelnie ważne szczegóły.
0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


beacon
   
Ocena:
0
Również uważam ten film za całkiem udany. Chociaż troszeczkę (minimalnie) się przeciąga.
28-08-2006 11:05
Wizzzard
   
Ocena:
0
"Potrafię obejrzeć film ze względu na piękne kostiumy, ładnych aktorów czy ciekawe zdjęcia."
No proszę - a myślałem, że tylko ja jestem dziwny;). A po tym tekście na film pójdę, mimo że miałem go sobie odpuścić.
28-08-2006 14:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.